Lubię chleb – nic na to nie poradzę. A właściwie to ja nie chce nic na to poradzić.
A najbardziej lubię taki wyjęty prosto z pieca – no cóż, taki z supermarketu to nie to samo. Zdaje sobie sprawę, że jednak domowy chleb to w pewnym sensie lusksus – nie w kwestii finansowej bo pewnie pieczenie jest tańsze niż kupowanie – ale w kwestii czasowej na pewno tak. Czasem więc zaglądam do piekarni i zauważyłam, że od pewnego czasu nie da się kupić chlebka tureckiego. Brązowy, z rodzynkami, z miodowym posmakiem – w sam raz na podwieczorek. Nie ma, nie robią, nie sprzedają – kiedyś nawet bardzo młoda ekspedientka spojrzała na mnie tak, jakby za mną stało 4 kosmitów kiedy o niego spytałam.
Nie ma to nie ma, sama sobię upiekę! 🙂 No i jest!
Chlebek turecki (z rodzynkami i melasą)
– 500g mąki
– saszetka suchych drożdży
– 330ml mleka
– 2 łyżki masła
– 5 łyżek melasy
– 4 łyżki brązowego cukru
– 4 łyżki kawy zbożowej (ja dałam 2 łyżki kawy rozpuszczalnej)
– 100g rodzynek sułtańskich
– 1 łyżeczka soli
Mąkę wymieszać z drożdżami, solą i łyżeczką cukru. Mleko wlać do rondelka, podgrzać i cały czas mieszając dodać melasę i masło. Mieszać aż się rozpuszczą. Odstawić do ostudzenia. Do mąki dodać ostudzone mleko, kawę, brązowy cukier (można go pominąć, ja lubię ten chlebek słodki) oraz rodzynki i całość wyrobić. Jeśli ciasto się klei – podsypać mąką. Odstawić w ciepłe miejsce do wyrośnięcia – na ok. 40 minut.
Po tym czasie ciasto podzielić na pół i uformować dwa bochenki. Ułożyć je na blaszce (można je też piec w keksówkach) i odstawić na 20-30 minut. Przed wstawieniem do pieca posmarować wierzch mlekiem.
Piec ok 30 minut w temp. 190C. Najlepiej jeść ciepłe posmarowane masłem ale ja lubię też z kwaskowatym dżemem lub galaretką z porzeczek.
Z podanego przepisu wychodzą dwa bochenki takie jak na zdjęciu.
Przepis zmodyfikowany z blogu Moje wypieki.
PS. Czy ktoś zna historię tego chlebka – szukałam i wydaje mi się, że z Turcją ma niewiele wspólnego…
Blue spoon na facebooku – zapraszam do dyskusji o gadżetach kuchennych i nie tylko 🙂
chlebek turecki uwielbiam i też sama piekłam, pychota 🙂
Jak ja uwielbiam ten chleb! Zawsze zastanawiało mnie, co on ma z Turcji. I wydaje mi się, że pochodzenie to nie jest 😉 Jest słodkawy… a to kojarzy się z Turcją. I te rodzynki. Skądinąd muszę też dokładnie się przyjrzeć jego historii, bom w końcu historyczka 😉
Witam,
Mam pytanie odnośnie drożdży, czy mają to być drożdże instant czy suszone? Do tej pory, do upieczenia tego chleba używałam instant i miałam problem z wyrośnięciem ciasta. Zamiast dwa bochenki wychodził jeden 😐
Pozdrawiam.
Zapomniałam jeszcze spytać: jaka ma być mąka?
Wyczytałam, że drożdże suszone są mniej skoncentrowane niż instant. Drożdże suszone wymagają aktywacji poprzez wykonanie rozczynu, w którym temperatura użytego płynu powinna wynosić przynajmniej 40 stopni,a jeśli chodzi o instant to nie przygotowuje się rozczynu. Miesza się je w misce z suchymi składnikami. Nie wiem czy to ma znaczenie. Może mleko było za ciepłe, nie wiem już sama… 🙁 Stąd moje wcześniej dodane pytanie. Ale w smaku pychota! 🙂
Drozdze instant, maka typ 450 a mleko letnie
Nie wiem czy ktoś tu jeszcze zagląda, ale napiszę. Słuszne są podejrzenia, że chlebek ten nie ma nic wspólnego z Turcją. Moja śp.mama (córka piekarza), która była przedwojenną Warszawianką mówiła, że przed wojną była w Warszawie piekarnia, której właścicielem był pan o nazwisku Turek . Był on autorem tego przepisu i jego pierwszym producentem. Po wojnie, jeszcze w latach 50-60-tych kiedy jeszcze żyło wielu przedwojennych piekarzy ten przysmak przypominał podobno ten przedwojenny, później jego jakość była gorsza aż w końcu zniknął zupełnie. Taka to historia…
Cudowna historia! Bardzo dziękuję za podzielenie się pani Basiu!